Neurochirurdzy mieli zarabiać nawet 26 tys. zł na godzinę. Sprawa trafiła do prokuratury
L'essentiel
- Spółka neurochirurgów miała dyktować szpitalom zawyżone stawki za zabiegi, zarabiając nawet 26 tys. zł na godzinę.
- Sprawę zgłoszono do prokuratury, a NFZ domaga się zwrotu ponad 2,6 mln zł.
- Naczelna Izba Lekarska potwierdziła zgłoszenie do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.
Résumé généré par IA
Pourquoi c'est important
Spółka neurochirurgów Spine z.o.o. miała zawierać z małymi szpitalami powiatowymi niekorzystne umowy, sprawozdając droższe procedury niż faktycznie wykonywano. Szpital w Mogilnie zgłosił sprawę do prokuratury.
Nawet 26 tysięcy złotych na godzinę i ponad 300 tysięcy złotych dniówki - takie stawki miała dyktować szpitalom spółka neurochirurgów, działająca na terenie kilku województw. Sprawa została zgłoszona do prokuratury, ale rodzi szereg pytań o to, dlaczego takie nadużycia są możliwe i kto powinien im zapobiec. Do sprawy odnieśli się Naczelna Izba Lekarska, politycy i eksperci.
O nadużyciach związanych z działalnością spółki Spine z.o.o, założonej przez neurochirurgów z Bydgoszczy poinformowała Wirtualna Polska. "W małych placówkach powiatowych lekarze seriami wykonywali kilkuminutowe zabiegi, ale zdaniem NFZ sprawozdawali zdecydowanie droższe procedury. Setkom pacjentów założono identyczną dokumentację medyczną. Szpital w Mogilnie zgłosił sprawę do prokuratury. NFZ chce tylko od tej jednej placówki ponad 2,6 mln zł kary. Dyrekcja nie ma w lipcu pieniędzy na wynagrodzenia" - relacjonował portal. Jak wskazali dziennikarze, umowę ze spółką Spine na "Zabiegi artroskopowe i przezskórne w zakresie kręgosłupa" podpisała w lipcu 2023 r. poprzednia dyrektor palcówki, Ewa Bonk-Woźniakiewicz, wcześniej dyrektor teatru Wybrzeże. "Z korespondencji wynika, że neurochirurdzy zaproponowali warunki, a szpital je przyjął. Bez konkursu ofert, bez negocjacji" - donosi portal.
Kontrola NFZ wykazała szokujące stawki
Gdy nowe władze szpitala wzięły pod lupę dokumentację medyczną, powiadomiły prokuraturę, twierdząc że była dyrektor działała na szkodę placówki. Wkrótce potem sprawie przyjrzał się NFZ, zarządzając kontrolę. Jak ustalono, spółka prowadziła swoją działalność przez 9 miesięcy i zarobiła ponad 2,5 miliona złotych.
- Spółka miała podpisaną bardzo niekorzystną umowę. 65 procent z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia trafiało bezpośrednio do władz spółki, a reszta na pokrycie tego, co szpital musiał dać tej spółce, aby mogła ona te zabiegi u nas w szpitalu realizować. Myślę, że w państwowej ochronie zdrowia nie ma takich kontraktów. Biorę pod lupę również prywatną ochronę zdrowia, w której też nie ma takich kontraktów, jakie były realizowane u nas w szpitalu - komentował w rozmowie z reporterem TVN24 Sebastian Jankiewicz, obecny dyrektor szpitala w Mogilnie, który zakończył niewłaściwy proceder.
- Mamy tu do czynienia z dwoma zjawiskami. Z jednej strony mamy działania sprzeczne z prawem, a z drugiej - wiele spółek lekarskich, które wykonują działania, wykorzystując to, że są podmiotem dominującym, jeśli chodzi o negocjacje. Jeśli mamy dwa szpitale, które nie są od siebie oddalone, to taka spółka, jeśli zbierze się w niej odpowiednia liczba lekarzy, dyktuje stawki, które dyrektor szpitala przyjmuje, bo nie ma innego wyjścia. Jeśli tego nie zrobi, to zachęcony będzie drugi dyrektor. Często dyrektorzy, podpisując takie umowy, decydują się na procent od przychodów z tych procedur - mówił w rozmowie z reporterem Faktów po Południu Jakub Gołąb, dyrektor Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia. Jak wskazywał, w przypadku Mogilna to właśnie bardzo wysokie wykazywane przychody skłoniły do kontroli w placówce. - Jak już tam weszliśmy, to najbardziej szokującym stwierdzeniem było to, jaka wychodziła stawka godzinowa. To stawki, których nie jest w stanie osiągnąć wielu piłkarzy. Czy polskie państwo stać na takie wydatki? To pytanie retoryczne. Oczywiście, że nie - mówił Gołąb.
"Ujawnione dziś zarobki neurochirurgów 26 tysięcy złotych za godzinę nie zostaną ujęte w ustawie o jawnych zarobkach na PESEL, bo ta nie obejmuje spółek" - zauważył w poniedziałek we wpisie na platformie x Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL). "Potwierdzamy, że NIL zgłosił do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy neurochirurgów, których działania zostały opisane w dzisiejszym artykule Wirtualnej Polski. Każda wiarygodna informacja o możliwym naruszeniu zasad wykonywania zawodu wymaga wyjaśnienia" - poinformowała z kolei Iwona Kania, rzeczniczka NIL, w oficjalnym komunikacie.
Jak dodała, sprawa ta pokazuje, jak ważne jest, aby wyceny świadczeń przygotowywane przez AOTMiT i mechanizmy finansowania przez NFZ ograniczały możliwość tworzenia bodźców do niewłaściwego kwalifikowania lub rozliczania procedur. "System powinien premiować jakość leczenia i bezpieczeństwo pacjenta, a nie wykorzystywanie różnic w wycenach świadczeń" - podkreśliła.
Czym są spółdzielnie lekarskie?
- Spółdzielnie lekarskie to potoczna nazwa spółek, zazwyczaj działających na podstawie kodeksu spółek handlowych, które zostały powołane w celu zwiększenia siły negocjacyjnej lekarzy w rozmowach z dyrektorami szpitali. Jeśli dla placówki zagrożeniem bywa nawet odejście jednego lekarza, to co dopiero odejście na przykład pięciu lub sześciu? Te spółdzielnie często też finansują wynagrodzenia innych niż lekarze pracowników. Mówimy więc o sytuacji całkowitego uzależnienia - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. - Jest wiele szpitali, w których spółdzielnie lekarskie doprowadziły do bardzo dużych trudności finansowych. Zasadniczo też, tam gdzie działają spółdzielnie, mamy do czynienia również z kominami płacowymi - dodaje Wiśniewski. Jak tłumaczy, pomysł zakazu działalności spółdzielni lekarskich w takim rozumieniu, że szpitale nie mogłyby podpisywać z nimi umów, pojawił się już podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia dokładnie rok temu. - Była to propozycja ministerialna. Jako strona pracodawców poparliśmy tę propozycję. Związki tez były za ograniczeniem tej działalności. Tylko że z tą sprawą nic się nie wydarzyło. Dlaczego? To dobre pytanie do ministerstwa - mówi Wojciech Wiśniewski, który jest członkiem i współprzewodniczącym Zespołu.
À surveiller
Perspective IA — des possibilités, pas des certitudes
Prokuratura zbada możliwość popełnienia przestępstwa przez dyrekcję szpitala i spółkę.
Probable · En quelques mois
Zmiany w prawie dotyczące umów między szpitalami a spółkami lekarskimi.
Possible · Long terme
Questions ouvertes
- Kto powinien zapobiegać takim nadużyciom?
- Dlaczego takie umowy były możliwe?
- Czy inne szpitale miały podobne kontrakty?



