"Gasimy pożar, który płonął od lat". Ekspertka o chaosie w ochronie zdrowia
Quick Look
- Ekspertka dr hab.
- Małgorzata Gałązka-Sobotka ocenia nowe propozycje Ministerstwa Zdrowia jako próbę ugaszenia wieloletniego "pożaru" w ochronie zdrowia.
- Krytykuje brak uwzględnienia kontraktów lekarskich i unijnej dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń.
AI-generated summary
Why It Matters
Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało nowe zasady finansowania i organizacji ochrony zdrowia, w tym limity wynagrodzeń medyków i większe uprawnienia kontrolne NFZ. Eksperci krytykują te działania jako niewystarczające.
Gasimy pożar, który płonął od lat". Ekspertka o chaosie w ochronie zdrowia
Po środowych deklaracjach ministry zdrowia i szefa NFZ eksperci nie mają wątpliwości - problemy systemu ochrony zdrowia narastały od lat, a obecne działania to jedynie próba ugaszenia pożaru, który tli się od dawna. Mówiła o tym w programie "Wstajesz i wiesz" w TVN24 dr hab. Małgorzata Gałązka‑Sobotka, rektorka Uczelni Łazarskiego.
Ministra Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała w środę podczas konferencji prasowej wprowadzenie nowych zasad finansowania i organizacji ochrony zdrowia. Wynagrodzenia medyków mają być ograniczone do maksymalnie 240 złotych za godzinę, a szpitale otrzymają limity kosztów osobowych w swoich budżetach. Narodowy Fundusz Zdrowia zyska większe uprawnienia kontrolne, co ma poprawić efektywność wydatkowania publicznych środków. Zgodnie z zapowiedziami pacjenci szybciej skorzystają z centralnej e-rejestracji, a oczekujących na zabiegi obejmie wspólna, elektroniczna kolejka. System ma ukrócić przywileje dla osób "ze znajomościami" i ujednolicić zasady dostępu do leczenia.
- Gasimy pożar, który płonął i rozwijał się już pewnie przez wiele, wiele lat. Dzisiaj próbujemy opanować sytuację w systemie, który wydaje się być bardzo zdekomponowanym, ale ta dekompozycja nastąpiła przecież nie w momencie wykrycia afery w Szpitalu Południowym, ale tak naprawdę narastała przez wiele lat - mówi w rozmowie z Joanną Kryńską - dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka.
- Na wielu debatach i kongresach zdrowotnych powtarzano od dwóch lat, że wdrożenie ustawy o gwarancji corocznej waloryzacji minimalnego wynagrodzenia w ochronie zdrowia dla wszystkich pracowników ochrony zdrowia oraz sposób, w jaki ta waloryzacja jest wprowadzana, skutkuje przede wszystkim eskalacją wartości kontraktów - tłumaczy dr hab. Gałązka-Sobotka.
Przypomnijmy, od 1 lipca 2026 roku wynagrodzenia w ochronie zdrowia wzrosły o 8,82 procent. Skumulowany koszt realizacji tej ustawy w 2026 roku sięgnie 71 miliardów złotych, czyli jednej trzeciej budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia, który już teraz zmaga się z 16-miliardową luką. Co ciekawe, dopiero w tym roku podwyżki są realizowane w wariancie minimalnym, czyli tylko dla umów o pracę. Dotychczas ministrowie zdrowia wybierali opcję dwukrotnie droższą, na której zyskiwali również "kontraktowcy".
Lekarze na kontraktach płacą niższy ZUS. "Brak solidaryzmu"
- Widzieliśmy, że na rynku pracy w systemie opieki zdrowotnej rozwija się w galopującym tempie kontraktowa forma zatrudnienia. Kontraktowej formie zatrudnienia sprzyjała ogromna liczba ofert pracy spływających do lekarzy z bardzo wielu ośrodków, często odległych od ich miejsca zamieszkania. Eskalacji formy kontraktowej sprzyjały też bardzo korzystne warunki podatkowe - opowiada ekspertka.
Wyjaśnijmy, kontrakt to forma współpracy lekarza ze szpitalem na podstawie umowy cywilnoprawnej (najczęściej B2B), a nie etatu. Lekarz prowadzi działalność gospodarczą i świadczy usługi medyczne na własny rachunek. Sam opłaca podatki, składki ZUS, wystawia faktury i ma większą swobodę w ustalaniu grafiku, ale też większą odpowiedzialność oraz brak gwarancji płatnego urlopu czy zwolnienia chorobowego.
- Musimy powiedzieć, że lekarze na kontrakcie płacą ryczałtową formę podatku dochodowego [14 proc. - red.] oraz bardzo obniżoną stawkę ubezpieczenia zdrowotnego. To jest pewien paradoks, na który warto zwrócić uwagę, bo o nim w ogóle w tych propozycjach nie było mowy. Mówiąc o dziurze budżetowej, my tak naprawdę nie mówimy o tym, że wielu lekarzy, otrzymując wysokie wynagrodzenia, płaci bardzo niską składkę ubezpieczenia zdrowotnego, zaburzając zasady solidaryzmu - dodaje.
Resort proponuje też silniejsze powiązanie lekarza z zatrudniającym go szpitalem. Ma to być odpowiednik co najmniej połowy etatu, a jeśli medyk będzie chciał gdzieś dorobić, to będzie musiał uzyskać zgodę szefa. A co, jeśli dyrektor szpitala nie wyrazi zgody? - To będzie kłopot dla dyrekcji, dlatego że zaproponowana maksymalna stawka godzinowa jest istotnie oddalona nie tylko od tych wynagrodzeń kominowych, tych patologicznych, ale też od uczciwej stawki, która dzisiaj już obowiązuje na rynku pracy - wskazuje prof. Gałązka-Sobotka.
"Zapominamy o regulacjach europejskich"
- Myślę, że kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o stawce 240 zł, wiele miesięcy temu [październik 2025 r., choć MZ proponowało wówczas kwotę 40-48 tys. zł brutto w przeliczeniu na etat - red.]. Pani minister przedstawiła ten pakiet rozwiązań i debata na ten temat już wtedy się przetoczyła. W całej dyskusji zapominamy też o bardzo ważnej regulacji europejskiej, która powinna wejść 7 czerwca 2026 roku. Ma się wrażenie, że nikt z systemu ochrony zdrowia jeszcze się nie pochylił nad tym zobowiązaniem państwa polskiego - podkreśla dr hab. Gałązka - Sobotka.
Chodzi o unijną dyrektywę o przejrzystości wynagrodzeń (Pay Transparency Directive, 2023/970), która zaczęła obowiązywać 6 czerwca 2023 roku, a do 7 czerwca 2026 r. wszystkie państwa członkowskie, w tym Polska, miały wdrożyć jej przepisy do krajowego prawa. Ta regulacja ma ogromne znaczenie również dla sektora ochrony zdrowia, ponieważ nowe przepisy zobowiązują państwa członkowskie m.in. do ujawniania kryteriów wynagradzania, określania wartości poszczególnych stanowisk pracy, zapewnienia pracownikom dostępu do informacji o przedziałach płacowych na danym stanowisku, oraz do raportowania różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn.
Zdaniem ekspertki stawka zaproponowana dla lekarzy, podana bez rozróżnienia na poziom doświadczenia, stoi w sprzeczności z zasadą różnicowania wynagrodzeń. - Stawka 240 zł za godzinę pracy lekarza, bez względu na to, czy to jest dopiero początkujący medyk, czy już doświadczony operator z ogromnym doświadczeniem i wielkim bagażem kompetencji naukowych, wydaje się absolutnie stać w sprzeczności z ideą wartościowania stanowiska pracy i budowaniem systemu, który będzie motywował do zaangażowania - podkreśla.
Ekspertka podkreśla też, że wdrażane zmiany należy analizować przede wszystkim z punktu widzenia pacjenta. Obawia się, że nowe przepisy mogą doprowadzić np. do odwlekania zabiegów.
Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka podkreśla, że ogólnie zarysowany kierunek zmian w ochronie zdrowia jest dobry - chodzi o cyfryzację i nowe zasady wynagradzania. Wszystko rozbija się jednak o szczegóły. Jej zdaniem zabrakło dokładnego pokazania, jak instytucje centralne, takie jak NFZ, będą skutecznie nadzorować i monitorować system, żeby uniknąć patologii i spadku dostępności świadczeń.
What to Watch
AI outlook — possibilities, not facts
Nowe przepisy mogą doprowadzić do odwlekania zabiegów medycznych.
Possible · Medium term
Open Questions
- Jak nowe przepisy wpłyną na dostępność świadczeń?
- Czy uwzględniono unijną dyrektywę o przejrzystości wynagrodzeń?
- Jak NFZ będzie monitorował system?



