
Topnienie lodu morskiego przyciąga tysiące wielorybów do wschodniej Grenlandii, zmieniając ekosystem regionu.
AI-generated summary
Topnienie lodu morskiego w Arktyce otwiera nowe obszary dla morskich ssaków. Proces ten zmienia lokalne ekosystemy i wzorce żerowania wielorybów.
Zmiany klimatyczne przyspieszają topnienie lodu morskiego w Arktyce, a szczególnie dramatyczne skutki tego procesu obserwuje się latem u wybrzeży wschodniej Grenlandii. Region, który był niedostępny dla największych morskich ssaków, dziś staje się miejscem intensywnego żerowanie płetwali zwyczajnych, płetwali karłowatych i humbaków.
BBC opisuje, że jeszcze dwie dekady temu obecność wielorybów w tym rejonie była rzadkością. Statki badawcze do 2006 roku nie odnotowały ani jednego humbaka. Jednak już rok później pojawiło się siedem osobników, a w 2024 roku liczba ta wzrosła do 150. Najnowsze szacunki mówią o około 4 000 humbaków, 6 000 płetwali zwyczajnych i 6 000 płetwali karłowatych, które latem odwiedzają Morze Grenlandzkie.
Naukowcy określają to zjawisko mianem „szaleństwa żerowania”. Wieloryby korzystają z obfitości ryb i szczętek (krylu), które również przeniosły się do cieplejszych wód. Według badań, trzy gatunki wielorybów spożywają w sezonie letnim co najmniej 800 000 ton pożywienia.
Z badania tego nie wynika jasno, czy zmiana ta odzwierciedla ogólny wzrost liczebności populacji tych gatunków wielorybów, czy też jedynie ich przemieszczenie z innych obszarów. Niektórzy eksperci, z którymi rozmawiała BBC, sugerują, że zwierzęta napłynęły z zachodniej Grenlandii. Jest to delikatna kwestia w kraju, w którym prowadzi się polowania na niektóre gatunki wielorybów.
Okazja dla wielorybów, trudny czas dla pozostałych zwierząt
Naukowcy twierdzą, że ich badania wykazały, że fiszbinowce dostosowują się do nowych warunków, a nawet czerpią z nich korzyści. To niekoniecznie dobre informacje.

W sobotę po południu zakaz wchodzenia do wody obowiązuje na kilkunastu morskich kąpieliskach w województwach zachodniopomorskim i pomorskim. Przyczyną są silne fale i prądy wsteczne, a w Darłówku Wschodnim także przekroczenie norm bakterii Escherichia Coli.

W sobotę straż pożarna odnotowała ponad 6,5 tys. interwencji w Polsce w związku z silnym wiatrem i ulewnymi deszczami. Ewakuowano 12 obozów harcerskich, a Wojska Obrony Terytorialnej postawiono w stan podwyższonej gotowości. Brak osób poszkodowanych.

Gwałtowne burze i ulewne deszcze paraliżują Polskę. Najgorsza sytuacja panuje na Dolnym Śląsku, gdzie wprowadzono alarmy powodziowe. Strażacy odnotowali blisko 4 tys. interwencji, ewakuowano 12 obozów harcerskich, występują utrudnienia w ruchu kolejowym.

IMGW wydał ostrzeżenia meteorologiczne i hydrologiczne I oraz II stopnia dla 15 województw w związku z prognozowanymi burzami, silnym wiatrem i intensywnymi opadami deszczu. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega przed możliwymi przerwami w dostawie prądu.

IMGW wydał ostrzeżenia przed burzami, deszczem i wiatrem, wprowadzając najwyższy, III stopień dla części Dolnego Śląska. W gminie Leśna ogłoszono alarm powodziowy. Z powodu trudnych warunków zamknięto m.in. warszawskie zoo i Łazienki Królewskie.

Silne burze i wichury spowodowały liczne szkody w Małopolsce, głównie w powiecie myślenickim. Strażacy interweniowali ponad 100 razy, usuwając powalone drzewa i zabezpieczając uszkodzone dachy.