Dziecko zostawione w nagrzanym samochodzie w Staszowie. Matka tłumaczyła, że "tylko na chwilę"
Quick Look
- W Staszowie służby interweniowały po zgłoszeniu o 4-letnim dziecku pozostawionym w nagrzanym samochodzie.
- Matka tłumaczyła, że wyszła na chwilę, a dziecko spało i było przeziębione.
- Malcowi nic się nie stało, ale policja apeluje o rozsądek w upały, ostrzegając przed tragedią.
AI-generated summary
Why It Matters
W ostatnich dniach w Polsce panowały rekordowe upały, z temperaturami przekraczającymi 30 stopni Celsjusza, co zwiększa ryzyko pozostawiania dzieci w zamkniętych samochodach.
Policja, straż pożarna i pogotowie interweniowały w Staszowie (Świętokrzyskie) przed jednym ze sklepów, gdzie w zaparkowanym na słońcu samochodzie znajdowało się czteroletnie dziecko. Według zgłoszenia malec wyglądał, "jakby nie dawał oznak życia". Na szczęście dziecku nic się nie stało. Matka tłumaczyła, że zostawiła je tylko na chwilę.
Ostatnie dni były w Polsce jednymi z najgorętszych w historii pomiarów. W niedzielę odnotowano w Słubicach nowy rekord ciepła - 40,5 stopnia Celsjusza. Niemal w całym kraju temperatura przekraczała 30 stopni w cieniu. Również w środę było bardzo ciepło, a IMGW utrzymywał drugi stopień zagrożenia upałem. W Kielcach prognozowano tego dnia nawet 34 stopnie.
Samochód na słońcu, w środku dziecko. Interwencja służb
Z powodu upału zgłoszenie sprzed godziny 16.30 o dziecku pozostawionym w zamkniętym samochodzie przed jednym ze sklepów w Staszowie służby potraktowały bardzo poważnie. Według osoby zgłaszającej w samochodzie uchylona była tylko jedna szyba, a znajdujące się w środku dziecko wyglądało "jakby nie dawało oznak życia".
Na miejsce przyjechali policjanci i strażacy. Jak przekazała rzeczniczka staszowskiej policji, st. asp. Joanna Szczepaniak, okazało się, że "34-letnia matka pozostawiła w zaparkowanym na słońcu samochodzie swoje czteroletnie dziecko, a sama udała się do sklepu".
- Z jej relacji wynikało, że sytuacja ta miała trwać około pięciu minut. W momencie dojazdu służb na miejsce kobieta powróciła do auta. Mieszkanka gminy Raków tłumaczyła, że dziecko w aucie spało, dodatkowo jest przeziębione, dlatego nie chciała go budzić, a sama wyszła "na chwilę" do sklepu - poinformowała Szczepaniak w komunikacie.
Na miejsce wezwano także karetkę. Zespół ratownictwa medycznego przebadał dziecko, nie stwierdzając zagrożenia dla jego zdrowia lub życia. Ratownicy potwierdzili, że czterolatek ma objawy grypy.
- Na szczęście zdarzenie to zakończyło się szczęśliwie, jednak wciąż apelujemy o rozsądek. W upalne dni nawet kilka minut w zamkniętym aucie może zakończyć się tragedią - ostrzegła Joanna Szczepaniak.
Open Questions
- Czy matka poniesie konsekwencje prawne?


