Ojciec skazany za zabójstwo siedmiomiesięcznego Wojtusia. Wyrok jest prawomocny
Quick Look
- Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok 26 lat więzienia dla Roberta P. za zabójstwo siedmiomiesięcznego syna Wojtusia i znęcanie się nad rodziną.
- Ojciec zadał dziecku ciosy w głowę, bo go obudziło.
- Sąd uznał działanie w zamiarze ewentualnym, a nie bezpośrednim.
AI-generated summary
Why It Matters
Robert P., ojciec siedmiomiesięcznego Wojtusia, został skazany na 26 lat więzienia za zabójstwo syna i znęcanie się nad rodziną. Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał ten prawomocny wyrok. Ojciec przyznał się do zadania dziecku ciosów w głowę, tłumacząc irracjonalnym zachowaniem i frustracją.
Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok w sprawie śmierci siedmiomiesięcznego Wojtusia ze Świebodzina. Ojciec dziecka Robert P., który zadał mu kilka ciosów w głowę, usłyszał prawomocny wyrok 26 lat więzienia.
W czwartek Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok w sprawie śmierci siedmiomiesięcznego Wojtusia ze Świebodzina. Robert P., ojciec dziecka został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo oraz na rok i sześć miesięcy za znęcanie się nad rodziną. Sąd wymierzył oskarżonemu karę łączną 26 lat więzienia.
Uzasadniając wyrok sędzia Antoni Łuczak podkreślił, że sąd I instancji prawidłowo przeprowadził analizę zebranego materiału dowodowego i prawidłowo ustalił stan faktyczny w sprawie.
- Podkreślenia wymagają rzeczywiście drastyczne okoliczności tego zdarzenia, śmierć małego dziecka. Niemniej trzeba też wyważyć zarówno okoliczności obciążające, jak i w pewnym stopniu łagodzące wobec oskarżonego (…) Podkreślenie wymaga, że [oskarżony - red.] działał nie w zamiarze bezpośrednim, jak ustalił sąd pierwszej instancji, a w zamiarze ewentualnym - powiedział sędzia.
Dodał, że "oskarżony w pewnym stopniu zajmował się tym dzieckiem, opiekował się nim do pewnego momentu".
- Nastąpił pewien moment eskalacji, jego jakby zachowań emocjonalnych wynikających z kolejnego obudzenia się w nocy dziecka, co oczywiście należy uznać za wręcz irracjonalne zachowanie oskarżonego, słusznie oceniane przez biegłych jako pewne formy zachowań dyssocjalnych - mówił sędzia.
Sąd wskazał jednak, że "nie było to działanie jakoś przygotowane, przemyślane, nie były tutaj działania w zamiarze bezpośrednim".
- Mając na uwadze całość tych okoliczności, z drugiej strony też okoliczności obciążające, rzeczywiście można powiedzieć wręcz irracjonalność zachowania oskarżonego, który jako ojciec, jako osoba dorosła, powinien jednak w sposób szczególny dbać o dziecko i tego zachowania, w żaden sposób nie da się wytłumaczyć. To jednak, patrząc całościowo, wydaje się, że zakres kary wnioskowanej przez prokuratora, kary dożywotniego pozbawienia wolności, byłby tutaj nieadekwatny - zaznaczył sędzia.
Apelacje obrony i prokuratury oddalone
- Sąd nie uwzględnił ani apelacji prokuratorskiej, ani apelacji obrony. Uznał, że sąd pierwszej instancji dokonał prawidłowych ustaleń faktycznych i kara została wymierzona w sposób adekwatny - powiedziała prokurator Ewa Antonowicz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.
- Sąd utrzymał w mocy zaskarżony wyrok, co oznacza, że nie uwzględnił, ani apelacji obrońcy, ani apelacji prokuratora. Na chwilę obecną mogę tylko zasygnalizować potrzebę złożenia wniosku o pisemnym uzasadnieniu wyroku - informuje Sylwester Babicz, obrońca oskarżonego.
Robert P. wcześniej przyznał się do zabójstwa i tłumaczył, że nie panował nad sobą. Prokuratura wnioskowała o uznanie P. za winnego zabójstwa Wojciecha S., znęcania się nad chłopcem, jego siostrą i matką - a tym samym o wymierzenie oskarżonemu najsurowszej kary, czyli dożywocia. Wnioskowała również o pozbawienie oskarżonego praw publicznych na pięć lat i o 14-letni zakaz kontaktowania się z córką Różą S.
- Oskarżony od najmłodszych lat stosował agresję, początkowo w stosunku do członków rodziny, później w stosunku do partnerki, a następnie do dzieci. W mojej ocenie oraz opinii biegłych, osobowość, która została stwierdzona u oskarżonego - jest osobowością dyssocjalną, która powinna skutkować między innymi karą eliminacyjną - podkreśliła Antonowicz.
"Wolałbym leżeć w grobie zamiast mojego własnego syna"
Na rozprawie 7 października w 2025 roku głos zabrał też oskarżony. Przez kilka minut opowiadał tym, jak wyglądało życie z jego partnerką Alicją S.
- Żałuję tego, co się stało. Ale nie padło to, że partnerka często wybywała na całe noce. Nie padło to, że miałem dwie roboty jednocześnie. Wróciłem z drugiej pracy, a ona nawet nie wiedziała, gdzie ma córkę. Tak się napiła, że nie pamiętała, gdzie jest Róża, a ona była u jej siostry. Nie padło to, że kilka razy by nam chatę spaliła, bo pijana z dzieckiem w domu zasnęła. To było całe życie, ciągle w nerwówce - wyliczał.
26-latek wyraził też skruchę. - Czasu nie cofnę, choć bardzo bym chciał. Wolałbym ja leżeć w grobie zamiast mojego własnego syna - powiedział 26-latek.
Nie żyje, bo obudził ojca
Do tragedii doszło 7 marca 2024 roku w jednym z domów w Świebodzinie. Służby ratunkowe zostały wezwane przez babcię dziecka, jednak po przyjeździe na miejsce dziecko już nie żyło. Wstępne ustalenia śledczych wskazywały, że dziecko "miało obrażenia na ciele".
Policja zatrzymała ojca dziecka. Jak ustalono, nocą był w domu sam z siedmiomiesięcznym Wojtusiem i dwuletnią Różą. Spali w jednym łóżku. Matki dzieci nie było w domu. Została zatrzymana przez policję w środę, 6 marca, za kradzież. I to pod jej nieobecność doszło do zabójstwa. Jak informowała Ewa Antonowicz, Robert P. "stwierdził wprost, że zadał dziecku ciosy w głowę, ponieważ był zirytowany tym, że go obudziło".
Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze w lutym 2025 roku. Jak informowała prokuratura, psychiatra jasno określił, że oskarżony jest osobą zdrową, poczytalną, która wie, co robi. Biegli mieli też pewność, że siła, z jaką ojciec uderzał Wojtusia, była duża, a "śmiertelne skutki nieuniknione".
Open Questions
- Jakie były dokładne przyczyny dyssocjalnej osobowości oskarżonego?
- Czy matka dzieci poniosła konsekwencje zaniedbań?
- Jakie będą dalsze losy dwuletniej córki Różę S.?


