Podróż była prezentem od córek, rozdzielono ich w karetkach. Małżeńska tragedia Hiszpanii
69 ofiar, blisko 200 rannych i dramat rodzin szukających swoich bliskich po zderzeniu pociągów AVE w pobliżu stacji Urda.
Quick Look
- Katastrofa kolejowa w prowincji Toledo pochłonęła 69 ofiar, a blisko 200 osób zostało rannych.
- Wśród ofiar są znane postaci, a rodziny wciąż poszukują zaginionych krewnych, domagając się odpowiedzi ws. bezpieczeństwa infrastruktury.
AI-generated summary
Why It Matters
Katastrofa kolejowa pociągu AVE operatora Renfe wydarzyła się nieopodal stacji Urda w prowincji Toledo, gdy pociąg uderzył w stojącą na torze maszynę.
69 ofiar, blisko 200 rannych – w pierwszych godzinach od katastrofy kolejowej w prowincji Toledo służby i media skupiały się na bilansie tragedii. Im więcej czasu od niej mija, tym lepiej świat zaczyna poznawać osobiste historie osób, których życie skończyło się nieopodal stacji Urda. Wiadomo już, że w katastrofie zginęła 24-letnia hiszpańska skoczkini w dal Julieta Gallego, na przemówienie na konferencji biznesowej w Sewilli nigdy nie dotarła była minister pracy Fatima Banez, a kursu na głównego maszynistę nie zdoła już ukończyć Daniel Munoz - mężczyzna był w kabinie pociągu AVE (operatora Renfe), który uderzył w stojącą na tym samym torze maszynę. Los nie był też łaskawy dla małżeństwa Antoniego i Toni Barbary Soler.
Historię pary przytacza „El Pais”. Ich podróż rozpoczęła się na madryckiej stacji Atocha. Wyjazd do Sewilli był prezentem od córek pary – w planie były dwa dni podziwiania uroków Andaluzji. W wagonie numer 7 usiedli obok siebie.
W głowie Antonia zapisało się kilka migawek: ogromne uderzenie, staczający się po nasypie wagon, widok żony po otwarciu oczu. Mężczyzna widział, że znajdujący się nad nim sufit wagonu wygląda, jakby zaraz miał się zawalić. Chciał osłonić swoim ciałem żonę, ale nie był w stanie ruszyć ani nogami, ani rękami. Wokół było widać tylko masy poskręcanego metalu. Wiedział, że żonę boli klatka piersiowa i plecy, więc gdy zauważył zbliżających się ratowników, krzyknął: Wyciągnijcie najpierw ją.
Parę udało się wydostać z wraku pociągu, później małżeństwo zostało rozdzielone. Antonio karetką pojechał do szpitala w Toledo, o Toni nie było informacji do czwartkowego wieczoru.
Długie poszukiwania
Córka pary, Sheila, tego ranka odwiozła rodziców na dworzec. Gdy w domu z telewizji dowiedziała się o katastrofie, doznała szoku. Długo się nie zastanawiając, ruszyła z wujkiem samochodem do Toledo i próbowała skontaktować się z rodzicami. Tonia zdołała skontaktować się z córką z karetki. Przekazała, że udzielana jest jej pomoc. Podała swój numer jednemu z funkcjonariuszy Obrony Cywilnej. Rodzina wiedziała, że stan Toni jest ciężki, ale kobieta jest przytomna.
Sheila i jej wujek sprawdzali każdy szpital, aż udało im się znaleźć Antonia, który w wypadku doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego i przeszedł długą operację. Udało im się porozmawiać w środę po południu. W szpitalach rodziny od godziny 13:00 mają tylko 60 minut na odwiedziny poszkodowanych bliskich. Pielęgniarz wychodzi na korytarz i odczytuje nazwiska rannych, do każdego może wejść jedna osoba. Reszta czeka na wieści.
Opowiadał, że gdy po uderzeniu otworzył oczy, próbował osłonić Toni ramionami, żeby nic jej się nie stało i nic na nią nie spadło, ale nie mógł poruszyć rękami - relacjonował wujek Sheili. Pamiętał też, że podczas staczania się po nasypie para nałykała się ziemi. Antonio miał powtarzać, że to co przeżył „było jak wojna”.
Jednocześnie rodzina szuka Tonii. Krąży po szpitalach, wypytuje o nią i publikuje grafiki ze zdjęciem kobiety, mając nadzieję, że ktoś ją rozpozna i wskaże jakikolwiek ślad. Poszukiwania kończą się w czwartek po południu. Służby potwierdzają śmierć kobiety. Moi rodzice to ludzie, którzy kochali się najbardziej na świecie. To dzięki nim nauczyłam się kochać – mówiła „El Pais” Sheila, opłakując stratę matki.
Dziesiątki zaginionych
W sytuacji takiej, jak przez godziny była Sheila, są dziesiątki osób poszukujące swoich krewnych. Około 70 osób oczekuje informacji o bliskich w domu rekolekcyjnym w Toledo. Zjedzą nas nerwy, jesteśmy wykończeni tym napięciem - mówi Maricarmen, przerażona brakiem wieści o swoim mężu, Cesarze Vicente. Kobieta poskarżyła się mediom, że „nikt niczego im nie mówi” o stanie bliskich, a poszukiwania na własną rękę nie dają rezultatu. W ciągu ostatnich 24 godzin jej rodzina obeszła i obdzwoniła wszystkie miejsca, gdzie mógłby trafić człowiek po wypadku: najpierw tymczasowe punkty pomocy w Urdzie, potem szpitale w Toledo i Madrycie, a na końcu kostnicę. I nic.
Niektórzy próbują przetrwać najgorsze godziny w ogrodzie, który otacza dom rekolekcyjny. Inni plątają się po korytarzach. Dlaczego nie powiedzą nam prawdy? Przecież ona nie żyje!- taki okrzyk w jednej z łazienek usłyszeli dziennikarze „El Pais”.
Na zewnątrz psycholodzy z grup ratowniczych w żółtych kamizelkach rozdają napar z lipy i czerwone koce w zabawne wzory, gotowi wysłuchać każdego, kto tego potrzebuje. Powtarzają jak litanię to, co trzeba mówić w takich chwilach: że nie ma jeszcze oficjalnych komunikatów, że służby pracują tak szybko, jak to możliwe, i że nadzieja umiera ostatnia. Część rodzin jednak już ją porzuciło.
„Nie da się tego w żaden sposób usprawiedliwić”
Dwa dni po katastrofie mieszkańcy Urdy, gdzie w pierwszej chwili organizowano centra pomocy poszkodowanym, nie dowierzają rozmiarom tragedii.
Mieszkańcy, z którymi rozmawiał reporter RMF FM Stanisław Pawłowski pytają, czy można było jej zapobiec i dlaczego nie zadziałały zabezpieczenia, które powinny chronić pasażerów.
To niewytłumaczalne. Nie da się w żaden sposób usprawiedliwić tego, że w dzisiejszych czasach coś takiego wydarzyło się w pociągu dużych prędkości. To niewytłumaczalne. Zawiódł system bezpieczeństwa. To, że taki system może zawieść, jest nie do pojęcia. A stało się tak dlatego, że system bezpieczeństwa jest przestarzały - mówi jeden z nich.
Nie brakuje też głosów, że problem jest znacznie poważniejszy
Problem, jaki mamy w Hiszpanii, to utrzymanie infrastruktury. Z jakiegoś powodu nie dbamy tutaj należycie o infrastrukturę kolejową, którą posiadamy. I właśnie z tego problemu wynikają takie awarie – zaznacza drugi z mieszkańców.
Te pytania padają już nie tylko w rozmowach mieszkańców, ale też na najwyższych szczeblach władzy. Opozycja domaga się dymisji ministra transportu, a król Filip VI podkreśla, że trzeba zrobić wszystko, by podobna tragedia nigdy się nie powtórzyła.
What to Watch
AI outlook — possibilities, not facts
Opozycja będzie domagać się dymisji ministra transportu
Very likely · Within days
Open Questions
- Dlaczego zawiódł system bezpieczeństwa na kolei?
- Kto ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za zaniedbania infrastrukturalne?







