Strażacy z Wielkopolski nurkowali we wraku promu „Jan Heweliusz”
Quick Look
Strażacy z grup wodno-nurkowych z Kościana i Piły nurkowali we wraku promu „Jan Heweliusz” na Bałtyku, aby sprawdzić swoje umiejętności w trudnych morskich warunkach, oddać hołd ofiarom katastrofy i przeanalizować swoje przygotowania do działania w zmiennych warunkach pogodowych i podwodnych.
AI-generated summary
Why It Matters
Prom „Jan Heweliusz” zatonął w 1993 roku na Bałtyku, w wyniku czego zginęło 56 osób. Jest to jedna z największych katastrof morskich w powojennej historii Polski.
Strażacy z Wielkopolski nurkowali we wraku promu „Jan Heweliusz”. Specjalistyczne grupy wodno-nurkowe z Kościana i Piły postanowiły sprawdzić, jak poradzą sobie w trudnych morskich warunkach. Strażacy zainspirowani m.in. popularnych serialem, który ukazał się na jednej z platform podcastowych, postanowili zejść na dno Bałtyku i zajrzeć do wnętrza promu.
Jedna z sentencji strażackiej służby mówi, że powinnością naszej strażackiej służby jest doskonalenie swoich umiejętności. Kiedy nie ratujemy, to staramy się rozwijać to, co potrafimy - mówi aspirant Łukasz Haryk ze Specjalistycznej Grupy Wodno-Nurkowej z Kościana. Z jednej strony jest w nas ogromna radość, że udało się spełnić takie marzenie, ale z drugiej pamiętamy, że to miejsce, w którym swoje życie straciło 56 osób. Chcieliśmy oddać hołd tym, którym nie udało się dotrzeć do brzegu - podkreśla.
„Potem wszystko się zmieniło”
Strażacy z grup wodno-nurkowych przez kilka tygodni przygotowywali się do zejścia pod wodę. Warunki, w których nurkowali, znacząco różniły się od tych, z którymi na co dzień mają do czynienia w swojej pracy.
Śródlądzie, na którym działamy, nie charakteryzuje się taką falą jak na morzu. Zmienność pogody to kolejna kwestia. Kiedy dotarliśmy w miejsce, gdzie schodziliśmy pod wodę, mieliśmy bardzo dobre warunki, potem już wszystko się zmieniło - wyjaśnia ogniomistrz Jakub Haryk z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej z Kościana.
Po pierwszym nurkowaniu zwiększyło się falowanie. Pod wodą odczuliśmy prądy, a do tego była ograniczona widoczność - opowiada.
Wrak promu „Jan Heweliusz”
Pod wodą strażacy natrafili na 130-metrowy wrak promu „Jan Heweliusz”. Z początku okrążali go, a następnie „wpłynęli do środka”. Widzieliśmy wszystko, co tam pozostało. Rozmiar wraku zrobił wrażenie. Poskręcany metal, powywracane ciężarówki i wagony kolejowe - opowiada ogniomistrz Jakub Haryk.
Strażacy podkreślają, że tego typu ćwiczenia to dobra okazja do sprawdzenia się w innych warunkach niż te, z którymi mają styczność na co dzień. Na pewno nie mamy styczności z takimi prądami wody. To pokazuje między innymi, jak ważna jest kondycja u strażaków i nad czym jeszcze musimy pracować - wyjaśnia starszy aspirant Hubert Wawrzyniak.
Spotykamy się dość regularnie, bo razem bierzemy udział w różnych kursach. Po naszym wyjeździe są analizy, co nam wyszło, co musimy poprawić. Już teraz wiemy, że będziemy chcieli razem z kolegami ruszyć w kolejną, podobną podróż - dodaje ogniomistrz Filip Matysiak.
Strażacy nurkowie z Kościana podkreślają, że cała akcja nie udałaby się, gdyby nie pomoc kolegów z Piły oraz ratowników SAR, którzy zaopiekowali się nimi na morzu.
What to Watch
AI outlook — possibilities, not facts
Strażacy z Kościana i Piły planują wspólnie zorganizować kolejną podobną podnurkową wyprawę w celu dalszego doskonalenia umiejętności.
Likely · Within months
Open Questions
- Czy strażacy planują kolejne nurkowania w innych trudnych lokalizacjach?
- Jakie konkretne wnioski z ćwiczeń zostaną wdrożone w szkoleniach?
- Czy działania ratownicze SAR były zaangażowane tylko w tym przypadku czy jako standardowa procedura?







